
<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<tiskova_zprava>
    <titulek>
        USA i Iran na drodze do zakończenia konfliktu
    </titulek>
    <datum>
        26.6.2026
    </datum>
    <autor>
        Krzysztof Strachota | Ośrodek Studiów Wschodnich
    </autor>
    <perex>
        17 czerwca prezydenci USA i Iranu – Donald Trump oraz Masud Pezeszkian – podpisali (oddzielnie) memorandum określające warunki deeskalacji konfliktu między oboma państwami i ramy procesu jego pełnego uregulowania w ciągu najbliższych 60 dni. Dalsze rozmowy mają dotyczyć m.in. kwestii udrożnienia cieśniny Ormuz, znoszenia sankcji oraz rozwiązania kwestii irańskiego programu nuklearnego. Pierwszą rundę dwustronnych negocjacji przeprowadzono w dniach 21–22 czerwca w Szwajcarii. Obecnie nie dochodzi do działań wojskowych, stopniowo odblokowywany jest Ormuz oraz zmniejszana amerykańska presja ekonomiczna na Iran. 
    </perex>
    <text>
        
Powodzenie procesu uregulowania konfliktu wydaje się jednak dalece niepewne. Projekt porozumienia jest bardzo ryzykowny politycznie zarówno dla Iranu, jak i USA, obie strony sygnalizują gotowość powrotu do konfrontacji, wyzwaniem jest też nadal głęboka wzajemna nieufność. Fundamentalnym problemem pozostaje Izrael – wrogi wobec procesu normalizacji, a przy tym kluczowy dla jego powodzenia: jednym z warunków podstawowych przyjętego memorandum jest bowiem zakończenie operacji wojsk izraelskich w Libanie.

Memorandum – przełom w konflikcie

Podpisany przez prezydentów USA i Iranu 14-punktowy dokument został wypracowany przez Pakistan i Katar i parafowany przez strony trzy dni wcześniej. Otwiera on proces negocjacji w rozpoczętym 28 lutego br. konflikcie zbrojnym między USA i Iranem (od 8 kwietnia obowiązuje zawieszenie broni). Memorandum przewiduje m.in.:


pełne zawieszenie broni „na wszystkich frontach”;
zasadę nieingerowania w sprawy wewnętrzne, uznanie suwerenności i integralności (obejmujące również Liban);
zniesienie przez strony blokady (w tym rozminowanie) cieśniny Ormuz w ciągu 30 dni oraz wypracowanie przez Iran i Oman zasad administrowania szlakiem;
przygotowanie planu wartej 300 mld dolarów odbudowy Iranu;
zawieszenie, a z czasem zniesienie wszelkich sankcji gospodarczych wobec Iranu;
wyrzeczenie się przez Iran prac nad bronią nuklearną oraz wypracowanie całościowego rozwiązania kwestii irańskiego programu nuklearnego;
odmrażanie przez USA aktywów irańskich wraz z postępami w realizacji porozumienia.

Termin uzgodnienia ostatecznego kształtu porozumienia (60 dni) może zostać przedłużony za zgodą obu stron. Jego treść jest przedmiotem skrajnie odmiennych interpretacji Teheranu i Waszyngtonu.

W kolejnych dniach po parafowaniu memorandum nie doszło do żadnych incydentów zbrojnych z udziałem sił Iranu i USA (choć obie strony punktowo utrzymują konfrontacyjną retorykę) oraz nastąpiło częściowe udrożnienie Ormuzu. Od 17 do 23 czerwca przez cieśninę miało przepłynąć ok. 100–150 statków, mimo że Iran ogłaszał w międzyczasie ponowne jej zamknięcie oraz – prawdopodobnie i wbrew ustaleniom – pobiera opłaty za „serwisowanie i zabezpieczenie” przejścia przez swoje wody terytorialne.

Kolejnym etapem (technicznych) negocjacji były rozmowy przeprowadzone przez delegacje USA, na czele z wiceprezydentem J.D. Vance’em, i Iranu, na czele z przewodniczącym parlamentu odpowiedzialnym za negocjacje Mohammadem Bagherem Ghalibafem (z udziałem m.in. szefa Banku Centralnego Iranu oraz przedstawicieli resortów spraw zagranicznych, ropy i in.). Odbyły się one w dniach 21–22 czerwca w szwajcarskim Bürgenstock przy udziale pakistańskich i katarskich mediatorów. W ich trakcie m.in. ustalono plan dalszych prac, przyjęto mechanizmy komunikacji w kwestiach tranzytu przez cieśninę Ormuz, uzgodniono natychmiastowe zawieszenie amerykańskich sankcji uderzających w irański eksport ropy i produktów chemicznych, co administracja USA wdrożyła niezwłocznie po zakończeniu rozmów, dyskutowano na temat odmrożenia irańskich środków (funduszy w katarskich bankach).

Prawdopodobnie najważniejszym tematem rozmów była sytuacja w Libanie i powołanie „komórki dekonfliktacyjnej” mającej nadzorować jeden z najtrudniejszych elementów procesu, czyli zakończenie walk w tym państwie. W jej skład obok USA i Iranu ma wejść Pakistan i Katar, ale nie bezpośredni uczestnicy walk, tj. Izrael i Hezbollah.

 

Nadzieje na przełom

Przyjęcie dokumentu w aktualnym kształcie stanowiłoby strategiczny przełom zarówno w obecnym konflikcie, jak i w skali Bliskiego Wschodu oraz w wymiarze globalnym (trwająca od 1979 r. konfrontacja między USA i Iranem ma taki charakter). Jednocześnie jest to porozumienie kontrowersyjne, główni aktorzy są wobec siebie skrajnie nieufni, zaś jego warunki i skutki obejmują kwestie pozostające poza bezpośrednią kontrolą Waszyngtonu i Teheranu.

Porozumienie daje Iranowi szansę osiągnąć cele w ostatnich dekadach niedosięgłe, m.in.: zażegnać konflikt z USA, doprowadzić do zniesienia wszelkich sankcji, zasilić gospodarkę finansowo, wreszcie zaś – budować dominację w regionie Bliskiego Wschodu poprzez uzyskanie faktycznej kontroli nad cieśniną Ormuz, zabezpieczenie pozycji Hezbollahu i swój awans do roli uznanego gwaranta porządku w Libanie kosztem Izraela. Kwestia nuklearna nadal jest przedmiotem negocjacji, przy czym Iran w ostatniej wojnie potwierdził swój potencjał odstraszania. Memorandum nie odnosi się natomiast – co stanowiło żelazne punkty agendy przez dekady i u progu ostatniej wojny – do programu balistycznego Iranu i jego wsparcia dla swoich proxies działających na Bliskim Wschodzie (a szerzej do oskarżeń o sponsorowanie przez Iran terroryzmu) czy kwestii demokratyzacji irańskiego systemu politycznego. Zawarcie pokoju na bazie porozumienia w obecnym kształcie byłoby zatem strategicznym sukcesem Teheranu.

Z perspektywy USA realizacja porozumienia pozwoliłaby zażegnać kryzys w wymiarze gospodarczym (odblokowanie Ormuzu), co ma szczególne znaczenie w związku z jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Rozwiązanie kwestii irańskiego programu nuklearnego zlikwidowałoby problem istotnie definiujący i obciążający politykę Waszyngtonu. Normalizacja w tym obszarze hipotetycznie pozwalałaby uzyskać gospodarcze instrumenty nacisku na Iran oraz znacząco zmniejszyć ryzyko wybuchu kolejnych konfliktów zbrojnych w regionie angażujących USA. I choć porozumienie w zarysowanych przez memorandum ramach świadczyłoby o znaczącym spadku ambicji i pozycji Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, to zarazem mogłoby być przedstawione jako umiarkowany sukces administracji oraz otwierałoby nowy rozdział w amerykańskiej aktywności w regionie.

 

Główne wyzwania procesu negocjacyjnego

Realizacja porozumienia pozostaje jednak dalece niepewna. Do najważniejszych problemów należą:


Głęboka wzajemna nieufność. Negocjacje są ryzykowne dla obu stron, dlatego dystansują się od nich zarówno przywódca Iranu Modżtaba Chamenei (choć toczą się one za jego zgodą), jak i prezydent USA (odpowiedzialność za nie ponosi Vance). Obie strony, m.in. Trump, jak również czołowi dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (otwarcie i mimo trwających negocjacji), deklarują gotowość powrotu do działań zbrojnych i faktycznie są do nich przygotowani. Nieufność strony irańskiej podsycają negatywne doświadczenia z przeszłości, m.in. jednostronne wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego w 2018 r. (tzw. JCPOA) czy operacja wojskowa Izraela i USA w czerwcu 2025 r. (tzw. wojna dwunastodniowa), którą wszczęto w trakcie pozytywnie ocenianych negocjacji. Maksymalizm żądań i ostra strategia negocjacyjna obu stron w uzgadnianiu poszczególnych warunków porozumienia potencjalnie utrudniają osiągnięcie kompromisu. Dotyczy to m.in. realnego udrożnienia i bezpieczeństwa cieśniny Ormuz, opłat za przechodzenie przez nią, odmrażania irańskich środków, a szerzej – szczegółów projektowanego międzynarodowego funduszu na odbudowę Iranu i zarządzania nim. Drażliwym tematem pozostaje program nuklearny (jego przyszłość, a doraźnie m.in. kwestia nadzoru międzynarodowego).
Kwestia Libanu i – szerzej – Izraela. Stroną porozumienia, które ma zakończyć konflikt, nie jest Izrael – główny i najbardziej nieprzejednany oponent Iranu oraz inicjator i podmiotowy uczestnik działań wojennych w latach 2026 i 2025. Jednocześnie – pod naciskiem Teheranu – strony zobowiązały się do zakończenia walk w Libanie i wycofania sił izraelskich z tego państwa. Dla Izraela jakiekolwiek porozumienie z Iranem, a tym bardziej rezygnacja z walki z Hezbollahem są nie do przyjęcia, co władze w Jerozolimie otwarcie komunikują. Operacje izraelskie w Libanie wciąż trwają z różną intensywnością. Możliwości wymuszenia przez USA rezygnacji z nich są ograniczone (choć zdarzały się w odległej przeszłości), a narzucenie Izraelowi radykalnej zmiany jego strategii polityki obronnej jest w zasadzie niewykonalne. W kontekście wewnątrzamerykańskim proizraelskie i antyirańskie środowiska przeciwne porozumieniu z Iranem pozostają nadal bardzo wpływowym czynnikiem politycznym – posiadają wpływy m.in. w Kongresie, a ich postawa będzie miała przełożenie na zbliżającą się kampanię wyborczą.

 

Perspektywy pokoju

Funkcjonujące od 8 kwietnia zawieszenie broni, przyjęte memorandum oraz dalsze negocjacje świadczą o tym, że zarówno Waszyngton, jak i Teheran nie chcą powrotu do ryzykownego i kosztownego konfliktu zbrojnego. Trwające rozmowy wydają się najpoważniejszą z dotychczasowych próbą politycznego – i całościowego – rozwiązania problemu między oboma państwami. Należy się spodziewać, że bezpośredni negocjatorzy (Vance i Ghalibaf, a szerzej – administracja Trumpa oraz irański prezydent i rząd) są tym osobiście zainteresowani.

Bardzo ważnym czynnikiem pozostanie presja otoczenia międzynarodowego (państw Zatoki Perskiej, w szczególności Kataru, a także Pakistanu, Turcji i rynków finansowych) na wypracowanie porozumienia. Jego osiągnięcie i realizacja skutkowałyby rewizją porządku na Bliskim Wschodzie (i w samym Iranie), a w konsekwencji zredefiniowałyby szereg uwarunkowań amerykańskiej polityki w wymiarze globalnym (konflikt z Iranem absorbuje uwagę i środki Waszyngtonu).

Należy przy tym zakładać, że żadna ze stron nie zrezygnowała dotąd z opcji militarnej. Zwłaszcza Iran pozostaje w pełni zmobilizowany i skoncentrowany na odbudowie swojego potencjału w tym obszarze. Przy dużej – i stymulowanej presją wewnętrzną – wzajemnej nieufności oraz wobec przekonania Teheranu o konieczności prowadzenia negocjacji z pozycji siły (w ostatnim konflikcie pozwalały na to działania Iranu w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz) nie można wykluczać wystąpienia incydentów zbrojnych, zawieszenia negocjacji, a w skrajnym wypadku ich zerwania.

Najbardziej niepewnym elementem procesu będzie nadal Izrael, szczególnie jego dalsze działania wojskowe w Libanie. Całkowita rezygnacja z nich wydaje się mało prawdopodobna, o czym świadczy konsensus społeczny i determinacja premiera Binjamina Netanjahu szykującego się do jesiennych wyborów.

Z kolei w optyce Iranu wojna w Libanie nie tylko uwiarygodnia jego regionalną politykę wobec tzw. Osi Oporu (Hezbollah i inne wspierane przez Iran organizacje zbrojne w regionie), lecz także pozwoliła mu po raz pierwszy stać się uznanym uczestnikiem procesu dotyczącego bezpieczeństwa regionalnego oraz podważać sojusz USA i Izraela. Waszyngton stoi przed karkołomnym zadaniem utrzymania wiarygodności w oczach Izraela (i proizraelskiej części opinii publicznej w USA) i jednocześnie – o ile liczy na polityczne rozwiązanie konfliktu – budowy zaufania Teheranu.

https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-06-26/usa-i-iran-na-drodze-do-zakonczenia-konfliktu


    </text>
</tiskova_zprava>
