Wołomin na krawędzi. Pojemniki z niebezpiecznymi odpadami są w krytycznym stanie, a pieniędzy na likwidację wciąż brakuje 19.8.2026 | Polska Izba Gospodarki Odpadami Problem nielegalnego magazynu odpadów niebezpiecznych przy ul. Łukasiewicza 11 w Wołominie wchodzi w coraz bardziej niebezpieczną fazę. Najnowsze informacje wskazują, że stan części pojemników z chemikaliami jest już krytyczny, wyczuwalny jest zapach substancji chemicznych, a samorząd alarmuje o rozszczelnieniach. Tymczasem koszt usunięcia odpadów szacowany jest nawet na około 200 mln zł, a zabezpieczone dotąd środki są dalece niewystarczające. Sprawa Wołomina od kilku lat jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów problemu nielegalnie nagromadzonych odpadów niebezpiecznych w Polsce. Na nieruchomości przy ul. Łukasiewicza 11 znajduje się około 20 tys. ton odpadów, w znacznej części przechowywanych w dużych plastikowych pojemnikach typu IBC, potocznie nazywanych mauzerami. Część substancji ma właściwości niebezpieczne. Najnowsze informacje z początku sierpnia pokazują jednak, że sprawa przestaje być wyłącznie problemem administracyjnym i finansowym. Coraz większym problemem staje się fizyczny stan zgromadzonych odpadów i pojemników, w których są przechowywane. Pojemniki w krytycznym stanie Według informacji przekazanych przez media po kolejnych kontrolach Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska stan części pojemników został oceniony jako krytyczny. Burmistrz Wołomina Elżbieta Radwan alarmuje, że na terenie magazynu wyczuwalny jest zapach chemikaliów, a część pojemników zaczyna się rozszczelniać. Oznacza to, że ryzyko, o którym samorząd i służby mówiły od wielu miesięcy, przestaje być wyłącznie teoretyczne. Jeżeli substancje przedostają się poza uszkodzone zbiorniki, rośnie ryzyko zanieczyszczenia gruntu i wód. Problem jest szczególnie istotny ze względu na lokalizację obiektu. W otoczeniu znajdują się zabudowania mieszkalne i obiekty handlowe, a niedaleko przepływa rzeka Czarna, połączona dalej z systemem wodnym Kanału Żerańskiego. Upały zwiększają ryzyko Dodatkowym czynnikiem ryzyka są wysokie temperatury. W przypadku nieznanych lub niejednorodnych mieszanin substancji chemicznych przechowywanych przez długi czas w pogarszających się pojemnikach wzrost temperatur może przyspieszać degradację opakowań, zwiększać emisję oparów, a w przypadku substancji łatwopalnych również ryzyko pożaru. To właśnie możliwość pożaru lub większego rozszczelnienia od dawna wskazywana jest jako jeden z najpoważniejszych scenariuszy awaryjnych dla Wołomina. Najnowsze doniesienia medialne wskazują, że inspektorzy ochrony środowiska traktują stan magazynu jako wymagający stałego nadzoru. Kontrole kilka razy w tygodniu Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska prowadzi obecnie regularne wizje terenu. Według informacji przekazanych przez przedstawiciela WIOŚ patrole odbywają się kilka razy w tygodniu, samodzielnie lub wspólnie ze strażą pożarną i policją. Wyniki monitoringu są przekazywane wojewodzie mazowieckiemu i przedstawicielom samorządów. Stały monitoring może ograniczać ryzyko niezauważenia poważnej awarii. Nie rozwiązuje jednak podstawowego problemu. Na terenie wciąż znajdują się tysiące ton odpadów, których stan z każdym kolejnym miesiącem może się pogarszać. Problem zaczął się w 2023 roku Nieprawidłowości dotyczące magazynowania odpadów przy ul. Łukasiewicza ujawniono w 2023 r. Firma prowadząca działalność na tym terenie posiadała zezwolenie na zbieranie odpadów, jednak według ustaleń organów ich ilość oraz sposób i miejsce magazynowania nie odpowiadały warunkom posiadanej decyzji. Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego skierował wówczas do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przeciwko środowisku. W kolejnych miesiącach trwał spór kompetencyjny dotyczący tego, który organ powinien cofnąć zezwolenie i nakazać usunięcie odpadów. Ostatecznie marszałek województwa mazowieckiego cofnął wcześniejszą decyzję pozwalającą na zbieranie odpadów oraz nakazał ich usunięcie na koszt przedsiębiorcy. Obowiązek nie został jednak skutecznie wykonany. I tu zaczyna się problem charakterystyczny dla wielu polskich „bomb ekologicznych”. Decyzję nakazującą usunięcie odpadów można wydać. Znacznie trudniej jest doprowadzić do jej rzeczywistego wykonania, kiedy podmiot odpowiedzialny nie posiada majątku wystarczającego na pokrycie kosztów. Przetarg był. Pieniędzy zabrakło Samorząd Województwa Mazowieckiego przygotował postępowanie na wykonanie zastępcze. Przedmiotem zamówienia było usunięcie odpadów niebezpiecznych i innych niż niebezpieczne z nieruchomości przy ul. Łukasiewicza 11, a następnie przekazanie ich do ostatecznego odzysku lub unieszkodliwienia. To nie był więc przetarg na doraźne zabezpieczenie magazynu. Zakładano kompleksowe rozwiązanie problemu. Postępowanie zostało jednak unieważnione. Powód sprowadzał się do kwestii, która coraz częściej pojawia się przy likwidacji nielegalnych magazynów odpadów niebezpiecznych: braku pieniędzy na wykonanie zastępcze. Samorząd Mazowsza wskazuje, że rozpoczynał procedurę, mając deklarację pokrycia kosztów z budżetu państwa. Środki nie zostały jednak ostatecznie przyznane w potrzebnej wysokości. Nawet 200 mln zł Skala kosztów pokazuje, dlaczego sprawy tej nie może rozwiązać sam Wołomin. Szacunki dotyczące pełnej likwidacji magazynu wynoszą około 160–200 mln zł. W najnowszych wypowiedziach samorządu pojawia się kwota około 200 mln zł. To koszt nie tylko przewiezienia odpadów. Przy tego rodzaju przedsięwzięciu konieczne są m.in. identyfikacja i klasyfikacja poszczególnych substancji, bezpieczne przepompowywanie lub przepakowanie materiałów, specjalistyczny transport oraz przekazanie ich do instalacji posiadających uprawnienia i techniczne możliwości odzysku albo unieszkodliwienia konkretnych grup odpadów. Im gorszy jest stan pojemników, tym trudniejsza i droższa może być sama operacja załadunku i zabezpieczenia transportu. 20 mln zł z rezerwy. To dopiero początek W maju 2026 r. podczas spotkania z udziałem wojewody mazowieckiego, przedstawicieli resortów, WIOŚ, samorządów i służb omawiano możliwość uruchomienia środków z rezerwy budżetu państwa. Jednym z rozważanych rozwiązań było przekazanie 20 mln zł w 2026 r. na rozpoczęcie usuwania odpadów. Najnowsze informacje wskazują, że wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski złożył wniosek o uruchomienie takiej kwoty z rezerwy ogólnej budżetu państwa. To krok w stronę rozpoczęcia prac. Ale przy całkowitym koszcie szacowanym na nawet 200 mln zł oznacza to finansowanie zaledwie części potrzebnej operacji. Nawet jeśli środki zostaną uruchomione, konieczne będzie więc zapewnienie finansowania kolejnych etapów. Wołomin pokazuje słabość systemu Historia magazynu przy ul. Łukasiewicza 11 pokazuje problem szerszy niż jedna lokalizacja. W Polsce można wydać nakaz usunięcia odpadów, cofnąć zezwolenie, prowadzić postępowanie karne, stale monitorować teren i organizować spotkania kolejnych instytucji. Jeżeli jednak odpowiedzialny przedsiębiorca nie wykonuje obowiązku i nie posiada środków umożliwiających jego wyegzekwowanie, koszt faktycznego rozwiązania problemu zostaje ostatecznie przeniesiony na państwo lub samorząd. W przypadku Wołomina mówimy potencjalnie o setkach milionów złotych publicznych pieniędzy. To rodzi zasadnicze pytanie o skuteczność zabezpieczeń finansowych wymaganych od przedsiębiorstw gospodarujących odpadami niebezpiecznymi. Jeżeli zabezpieczenie nie odpowiada potencjalnym kosztom usunięcia porzuconego strumienia, po upadku lub zniknięciu podmiotu różnica pozostaje po stronie podatnika. Najpierw tanie zagospodarowanie, później rachunek dla państwa Mechanizm ekonomiczny stojący za częścią takich przypadków jest brutalnie prosty. Legalne zagospodarowanie odpadów niebezpiecznych jest kosztowne. Jeżeli na rynku pojawia się podmiot oferujący odbiór takich odpadów znacząco poniżej rzeczywistych kosztów ich prawidłowego zagospodarowania, powinno to być jednym z podstawowych sygnałów ostrzegawczych zarówno dla wytwórcy odpadu, jak i organów kontrolnych. Nielegalny operator zarabia różnicę między ceną pobraną za „zagospodarowanie” a kosztem ograniczonym często do transportu i wynajęcia nieruchomości. Rachunek zostaje odłożony na później. W Wołominie ten rachunek może wynieść około 200 mln zł. Ważne pytanie również do wytwórców odpadów Sprawa powinna być również przestrogą dla przedsiębiorstw przekazujących odpady niebezpieczne. Formalne przekazanie odpadu kolejnemu podmiotowi nie powinno kończyć procesu weryfikacji kontrahenta. Cena radykalnie odbiegająca od rynkowych kosztów zagospodarowania powinna rodzić pytanie, czy odbiorca rzeczywiście posiada instalację, kontrakty i możliwości techniczne pozwalające zgodnie z prawem przeprowadzić deklarowany proces. Szczególnie w przypadku odpadów chemicznych bardzo tani odbiór może oznaczać bardzo drogi problem kilka lat później. Czas działa przeciwko Wołominowi Jeszcze niedawno głównym problemem Łukasiewicza 11 było znalezienie odpowiedzialnego organu i pieniędzy. Dzisiaj dochodzi trzeci czynnik — czas. Pojemniki stoją na terenie od lat. Tworzywa starzeją się pod wpływem temperatury, promieniowania UV, wilgoci i zawartości chemicznej. Kolejne rozszczelnienia mogą sprawić, że operacja usuwania materiału stanie się bardziej skomplikowana i niebezpieczna. Im dłużej odpady pozostają na miejscu, tym większe może być również ryzyko wzrostu kosztów całego przedsięwzięcia. Dlatego nawet 20 mln zł pozwalające rozpocząć usuwanie najbardziej niebezpiecznych partii może mieć znaczenie. Nie może jednak zastąpić decyzji dotyczącej finansowania likwidacji całego magazynu. Nie przyjeżdżajmy dopiero po katastrofie Wołomin jest dziś testem skuteczności państwa w radzeniu sobie z nielegalnymi magazynami odpadów niebezpiecznych. Problem został rozpoznany. Odpowiedzialne instytucje wiedzą, gdzie znajdują się odpady. Znana jest ich przybliżona ilość. Przygotowano procedurę wykonania zastępczego. Znane są również szacunkowe koszty.Największą barierą pozostają pieniądze i mechanizm ich szybkiego uruchomienia. Najnowsze informacje o krytycznym stanie pojemników pokazują jednak, że dalsze odkładanie decyzji nie jest neutralne. Każdy kolejny miesiąc zwiększa ryzyko rozszczelnienia, skażenia lub pożaru.A wtedy zamiast finansować kontrolowane usunięcie odpadów państwo może zostać zmuszone do finansowania akcji ratowniczej i usuwania skutków katastrofy. Wołomin pokazuje więc bardzo wyraźnie, że w przypadku nielegalnych magazynów odpadów pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: kto ma zapłacić za ich usunięcie? Coraz pilniejsze jest drugie: ile będzie kosztowało państwo, jeśli nie usunie ich na czas? https://odpady.net.pl/2026/08/14/wolomin-na-krawedzi-pojemniki-z-niebezpiecznymi-odpadami-sa-w-krytycznym-stanie-a-pieniedzy-na-likwidacje-wciaz-brakuje